Farma jest luksusowa. Ciężarne kobiety mają w niej zapewnione organiczne posiłki, codzienne masaże, opiekę najlepszych lekarzy, psychologów i trenerów fitness. Wszystko dostają za darmo. Więcej, na koniec zostanie im wypłacone honorarium, którego wysokość przekracza marzenia większości z nich. Sęk w tym, że żadna nie opuści tego miejsca z własnym dzieckiem w ramionach. A przez dziewięć miesięcy będą żyć odcięte od świata, nieustannie śledzone przez setki oczu i kamer. Rzeczywistość, opisana w powieści „Farma” Joanne Ramos, to obraz biznesu zastępczych matek w USA. Dość przerażający obraz.

Brzuch do wynajęcia

Jedną z bohaterek tej książki jest Jane, młoda imigrantka z Filipin, wychowująca samotnie maleńką córeczkę. Udział w systemie zastępczych matek jest dla niej szansą na życie bez biedy. Bardzo zabiega o to, by zostać surogatką, Przechodzi ostry proces selekcji, bo w tym biznesie jest duża konkurencja. Oddaje swoje kilkumiesięczne dziecko pod opiekę kuzynki i szczęśliwa, pełna nadziei zaczyna pobyt w luksusowym ośrodku Złociste Dęby.

Na początku wszystko wydaje się łatwe i proste. Surogatki są tu otoczone troskliwą, wręcz czułą opieką. Nikt nie wymaga od nich niczego ponadto, by dbały o siebie, by donosiły i urodziły zdrowe dzieci bogatym klientom. Proste? Jasne, że proste. Jane jest pewna, że doskonale zniesie dziewięć miesięcy w luksusach, a potem wróci do swojej córki z pieniędzmi, które ułatwią im życiowy start. Nawet nie przypuszcza, jak wielką cenę będzie musiała za to zapłacić.

Koszmar złotej klatki

Atmosfera, jaka panuje w ośrodku, tylko na pierwszy rzut oka przypomina sielankę. Surogatki już na początku słyszą, że powinny żyć w absolutnej izolacji od zewnętrznego świata. Muszą zapomnieć o swoim przeszłym życiu, znajomych, przyjaciołach, rodzinie, a nawet własnych dzieciach. Mają żyć przez dziewięć miesięcy skupione wyłącznie na sobie i dziecku, które urodzą. Ale czy to możliwe? Jane szybko uświadamia sobie, że to zdanie niemal ponad siły. Jakim cudem ma wyrzucić z pamięci swoją małą córeczkę? Martwi się o nią coraz bardziej, zwłaszcza teraz, kiedy jest w ciąży, a jej ciało i psychika są jak czuły barometr, nadwrażliwe i kruche. Zaczyna desperacko pragnąć powrotu do normalnego życia, wyrwać się choć na chwilę ze złotej klatki, w której ją zamknięto. I jasno widzi, że to niemożliwe. Bo to, co na początku wydawało się życzliwą troską opiekunów, jest prostu nieustannym czuwaniem, śledzeniem każdego kroku zgromadzonych tu kobiet. Położony wśród lasów sielski ośrodek zaczyna przypominać odcięte od świata miejsce odosobnienia, więzienie, z którego nie ma ucieczki.

Co zrobi Jane? Jaką decyzję podejmie? Gdzie są granice kompromisu, na które może się zdecydować kobieta, by zadbać o przyszłość swoją i tych, których kocha? I czy może postawić na szali macierzyństwo? Joanne Ramos stawia te pytania w swojej książce, serwując lekturę może niełatwą, ale bardzo poruszającą i skłaniającą do refleksji.